GRUZJA ZIMĄ, CZYLI BIAŁE SZALEŃSTWO NA KAUKAZIE

O Gruzji pisałyśmy już kilka razy, bo też nasze podróże już kilkukrotnie zaprowadziły nas w ten zakątek Kaukazu. Zazwyczaj wyprawy planujemy na czas letni, ze względu na bardzo przyziemne sprawy urlopowe, Gruzję jednak udało się zobaczyć także zimą. Ośnieżone nawet latem szczyty Kaukazu robią nie lada wrażenie chyba o każdej porze roku, dlatego kiedy latem 2016 jechałyśmy z Tbilisi w stronę Stepancmindy w mojej głowie po raz pierwszy zaświtała myśl “A może by tak spróbować snowboard’u na Kaukazie?“. Skoro jest pomysł, czas na jego realizację.

KIEDY, GDZIE i…JAK?

Właściwie sezon narciarski w Gruzji trwa od listopada do marca i przez cały ten okres mamy zapewnioną sporą ilość śniegu. Dodatkowo możemy liczyć na zdecydowanie luźniejsze stoki niż te w Polsce, czy Europie Zachodniej.… Czytaj dalej...

KAWALKADA TIRÓW, CZYLI AUTOSTOP W GRUZJI cz.2

Anegdot autostopowych nigdy za wiele, czas zatem na kolejną porcję kaukaskich historii. Z poruszaniem się stopem po Gruzji jest tak, że czasem warto, a czasem bardzo warto. Było to pierwsze miejsce, gdzie dane nam było doświadczyć tego fajnego uczucia, kiedy samochód zatrzymał się zanim wystawiłyśmy kartkę z nazwą miejscowości. Pierwsze miejsce, gdzie jechałyśmy upchnięte z trzema innymi osobami na tylnym siedzeniu. Pierwsze miejsce, gdzie złamałyśmy absolutnie wszystkie zasady bezpieczeństwa, których zawsze kurczowo się trzymamy. Ale po kolei.

JAK GOSIA ZOSTAŁA STRAŻAKIEM

Do Batumi przyjechałyśmy w połowie sierpnia. Powitała nas ulewa, żegnał zaś niesamowity ukrop. Miasto niespecjalnie przypadło nam do gustu, zatem po jednej nocy spędzonej w hostelu postanowiłyśmy uciekać do Armenii, noc ta była jednak mocno zakrapiana, bo poza nami w hostelu było tylko sześciu na oko dwudziestokilkuletnich Gruzinów.… Czytaj dalej...

GWIAZDKA W SIERPNIU, CZYLI AUTOSTOP W GRUZJI cz. 1

Jeśli chodzi o komfort i bezpieczeństwo poruszania się autostopem, Gruzja jest niemalże bezkonkurencyjna. Panujące w kraju zasady ruchu drogowego oraz warunki podróży porównywalne są do tych w Armenii (patrz: autostop w Armenii). Szerokie pobocza, samochody wyładowane po brzegi, dużo nieoznakowanych taksówek, sprzedawcy owoców co kilkaset metrów, ale przede wszystkim niezwykle życzliwi ludzie. Nie-zwy-kle! Swoją drogą nie wiem, czy którykolwiek inny kraj dostarczył nam tylu przygód autostopowych.

ZGUBIŁEM CZERWONĄ CIĘŻARÓWKĘ

To właśnie usłyszałyśmy, wcisnąwszy się do małego Citroena gdzieś w pobliżu skalnego miasta Uplistsikhe. W samochodzie siedziało już trzech panów (w tym jeden postury kulturysty), a do naszego tandemu na kilka dni dołączyła nasza przyjaciółka ze Szwajcarii, Albane. Mały Citroen cudem naszą szóstkę pomieścił, ale panowie uparli się, że nie zostawią nas wieczorem na pustkowiu, bo zbiera się na burzę, a najbliższa marszrutka odjeżdża o poranku, toteż dałyśmy się namówić.… Czytaj dalej...

GRUZJA – INFORMACJE PRAKTYCZNE – PORUSZANIE SIĘ PO KRAJU

Gruzja – kraj winem, czaczą i sezonowymi rzekami płynący. Kraj chaczapuri i malowniczo położonych monastyrów. Kraj targany wojnami i konfliktami. Kraj przez wiele lat rządzony przez szemranych panów ze złotymi zębami, żonglującymi kopertami pod stołem. Kraj kochający Europę i przez Europę kochany. Kraj nad morzem Czarnym, niedawno jeszcze dziki i nieznany, obecnie nawiedzany przez chordy turystów ośmielonych tanimi połączeniami linii WizzAir, kuszonych obietnicą niedrogich wakacji nad morzem Czarnym.

W tej chordzie turystów znalazłyśmy się i my, ja i Karola.  Przed dwa lata odwiedziłyśmy Gruzję kilka razy, zarówno w lecie (razem), jak i w zimie (Karola), bo jest to kraj, do którego ciężko nie wrócić.

DLACZEGO TAM

Objechawszy już znaczną część Bałkanów, mając na uwadze nasze zamiłowanie do szeroko rozumianego Wschodu, Gruzja wydała się być wyborem oczywistym.… Czytaj dalej...

O tym jak kaukaskie krowy uprzykrzają życie podróżnika

Krowy są wszędzie i to jest fakt. Krowy można lubić, można ich nie lubić, albo można je ignorować. O ile Karola zazwyczaj nawet nie zauważa, że pasą się one na łące obok naszego rozstawionego na dziko namiotu, o tyle ja na samą myśl o takiej sytuacji mam dreszcze.

Nie boję się dzikich psów, chętnie głaszczę łaszące się dzikie koty, uwielbiam karmić kozy, ale jakoś tak jest, że na widok krowy, albo co gorsza byka, ogarnia mnie kompletny paraliż i przestaję myśleć racjonalnie. Tłumaczę to sobie tym, że krowy, choć pozornie niegroźne, są zwierzętami o sporych gabarytach, a idąc dalej tym tokiem myślenia, szybko w głowie mnożę szybkość przez masę i wychodzi mi, że w starciu z rozpędzoną krową mam raczej marne szanse.… Czytaj dalej...