UZBEKISTAN – TRZY HISTORIE O TYM, JAK WYMIENIĆ PIENIĄDZE I ZWARIOWAĆ TYLKO TROCHĘ

NUKUS – NARODOWY BANK UZBEKISTANU – WYMIANA OFICJALNA

W Nukus, małym, ale gwarnym miasteczku właściwie w ogóle nie planowałyśmy dłuższego postoju, jednak zważywszy na to, że nie posiadałyśmy wymaganej rejestracji za pierwszy nocleg, a pieniądze wymienione w pociągu po czarnorynkowym przeliczniku też topniały w zastraszającym tempie, podjęłyśmy naiwną próbę sprzedania kilkudziesięciu dolarów po oficjalnym kursie, w banku, żeby na wszelki wypadek mieć ze sobą jakiś świstek do pokazania przy kontroli, a potem na granicy. Jak bardzo naiwną, miałyśmy przekonać się już po chwili.

Pracownica małego oddziału jakiegoś podrzędnego banku nieopodal stacji autobusowej popukała się w czoło, kiedy zapytałyśmy, czy możemy u niej wymienić nasze poupychane po kieszeniach dolce. Naprędce wyszukałyśmy więc w przewodniku Lonely Planet adres najbliższego dużego banku, a że był daleko, to wsiadłyśmy w pierwszą z brzegu taksówkę i pojechałyśmy, po to tylko żeby dowiedzieć się, że wymiany waluty można dokonać jedynie w Narodowym Banku Uzbekistanu, niedaleko, pół godziny piechotą.… Czytaj dalej...

UZBEKISTAN – MOYNAQ – MORZE, KTÓREGO JUŻ NIE MA

Zachodnia część Uzbekistanu – Karakałpacja (Karakalpakstan) to autonomiczna republika stanowiąca ponad jedną trzecią całego kraju. Turyści zwiedzający Uzbekistan nierzadko pomijają ten rejon w trakcie swoich wypraw, po pierwsze, ze względu na jego raczej niewielką atrakcyjność dla zwiedzających (z małymi wyjątkami), po drugie zaś z uwagi na fakt, że jest to region mocno oddalony od słynnych miast Jedwabnego Szlaku i dostanie się do miasteczka Nukus bądź Moynaq stanowi nie lada wyzwanie, którego podejmują się tylko najwytrwalsi (albo zwyczajnie najbardziej uparci) podróżnicy. Albo tacy jak my, którzy wylądowali w miasteczku Kungrad, bo dowiózł ich tam pociąg z Kazachstanu.

MOYNAQ – HOTEL WIDMO

W miasteczku Moynaq po zmroku ze świecą szukać żywej duszy. Wzdłuż głównej, szutrowej drogi, wokół której skupione są wszystkie domy, szkoła i komisariat, wałęsa się kilka bezpańskich psów, przemykając z jednej strony na drugą w świetle ledwie migoczących latarni.… Czytaj dalej...

AZERBEJDŻAN – LUDZIE

O ludziach pisałyśmy przy okazji Iranu, Gruzji i Armenii i pisać będziemy jeszcze nie raz, bo notatki z Azji Środkowej niedługo ujrzą światło dzienne. Czas wreszcie powiedzieć coś więcej o Azerbejdżanie. Jakiś czas temu ktoś zapytał nas jacy właściwie są Azerowie i, co tu dużo gadać, żadna z nas nie wiedziała co powiedzieć, bo boimy się uogólnień i stronimy od nich. Ale o tym, jacy byli ci konkretni ludzie, których poznałyśmy gdzieś między Baku a Qobustanem, możemy powiedzieć dużo. Bardzo, bardzo dużo.

TARKHAN I AZER – PLACKI ZIEMNIACZANE I F.C. BARCELONA.

Tarkhana – specjalistę IT, i Azera – pracownika platformy wiertniczej na Morzu Kaspijskim, poznałyśmy przez obumierający już Couchsurfing kilka lat temu, kiedy zgodzili się ugościć nas w ich mieszkaniu na obrzeżach Baku.… Czytaj dalej...

KAWALKADA TIRÓW, CZYLI AUTOSTOP W GRUZJI cz.2

Anegdot autostopowych nigdy za wiele, czas zatem na kolejną porcję kaukaskich historii. Z poruszaniem się stopem po Gruzji jest tak, że czasem warto, a czasem bardzo warto. Było to pierwsze miejsce, gdzie dane nam było doświadczyć tego fajnego uczucia, kiedy samochód zatrzymał się zanim wystawiłyśmy kartkę z nazwą miejscowości. Pierwsze miejsce, gdzie jechałyśmy upchnięte z trzema innymi osobami na tylnym siedzeniu. Pierwsze miejsce, gdzie złamałyśmy absolutnie wszystkie zasady bezpieczeństwa, których zawsze kurczowo się trzymamy. Ale po kolei.

JAK GOSIA ZOSTAŁA STRAŻAKIEM

Do Batumi przyjechałyśmy w połowie sierpnia. Powitała nas ulewa, żegnał zaś niesamowity ukrop. Miasto niespecjalnie przypadło nam do gustu, zatem po jednej nocy spędzonej w hostelu postanowiłyśmy uciekać do Armenii, noc ta była jednak mocno zakrapiana, bo poza nami w hostelu było tylko sześciu na oko dwudziestokilkuletnich Gruzinów.… Czytaj dalej...

GWIAZDKA W SIERPNIU, CZYLI AUTOSTOP W GRUZJI cz. 1

Jeśli chodzi o komfort i bezpieczeństwo poruszania się autostopem, Gruzja jest niemalże bezkonkurencyjna. Panujące w kraju zasady ruchu drogowego oraz warunki podróży porównywalne są do tych w Armenii (patrz: autostop w Armenii). Szerokie pobocza, samochody wyładowane po brzegi, dużo nieoznakowanych taksówek, sprzedawcy owoców co kilkaset metrów, ale przede wszystkim niezwykle życzliwi ludzie. Nie-zwy-kle! Swoją drogą nie wiem, czy którykolwiek inny kraj dostarczył nam tylu przygód autostopowych.

ZGUBIŁEM CZERWONĄ CIĘŻARÓWKĘ

To właśnie usłyszałyśmy, wcisnąwszy się do małego Citroena gdzieś w pobliżu skalnego miasta Uplistsikhe. W samochodzie siedziało już trzech panów (w tym jeden postury kulturysty), a do naszego tandemu na kilka dni dołączyła nasza przyjaciółka ze Szwajcarii, Albane. Mały Citroen cudem naszą szóstkę pomieścił, ale panowie uparli się, że nie zostawią nas wieczorem na pustkowiu, bo zbiera się na burzę, a najbliższa marszrutka odjeżdża o poranku, toteż dałyśmy się namówić.… Czytaj dalej...