Autostopowy poradnik

Ciężko napisać poradnik autostopowicza wiedząc, że ile osób, tyle metod. Są ludzie, którzy łapią wszędzie i zawsze, są tacy, co mają swoje ulubione metody, tacy co łapią z kartką i na kciuka, tacy, którzy proszą kierowców na stacjach benzynowych o podwózkę, jak i tacy, co cierpliwie stoją godzinami na poboczu. Jak to w podróżowaniu – warto spróbować wszystkiego i wypracować sobie swoją własną metodę – skuteczną i komfortową. Poniżej zebrałyśmy kilka porad, których same (prawie) zawsze się trzymamy, a których zabrakło nam przed naszą pierwszą podróżą.

NO DOBRA, TO CZEGO MI TRZEBA?

  1. MARKERY. Jakkolwiek posiadanie ich wydaje się oczywiste, jest to rzecz, o której zwyczajnie nie pomyślałyśmy w pierwszej podróży! Warto mieć ich kilka i upewnić się, że wszystkie działają.
  2. LAMINOWANA KARTKA. Lekka, niezniszczalna i dająca się zapakować z łatwością niezależnie od rozmiaru plecaka. Od kilku lat zabieramy ze sobą zalaminowaną kartkę formatu A3, z jednej strony białą, z drugiej – żółtą  (porada grafika – najbardziej widoczne napisy to te czarne na żółtym tle). Taka kartka spokojnie starczy na dwa miesiące intensywnego użytkowania, a może i na dłużej jeśli w przeciwieństwie do nas nie będziecie jej używać jako zastawy. Do zmycia napisów (koniecznie pisanych markerami do tablic!) wystarczy kawałek papieru.
  3. DOKŁADNA MAPA REGIONU. Upewnijcie się, że mapa jest aktualna, warto też wziąć pod uwagę to, czy mapa uwzględnia rzeki sezonowe i tym podobne zjawiska okresowe. Najlepiej zerknąć na zdjęcia satelitarne z maps.google.com – kiedyś zaskoczyła nas rzeka, której nie było na naszej mapie, a która uniemożliwiła nam dotarcie do celu.
  4. NAMIOT I ŚPIWÓR. Liczenie na to, że jakoś to będzie, zazwyczaj kończy się noclegiem na dziko, dlatego warto mieć przenośny kawałek dachu nad głową, nawet jadąc z Warszawy do Berlina. Ponadto, będąc zdesperowanym, można podjąć niezbyt rozsądną decyzję wejścia do szemranego samochodu, której nie musicie podejmować mając namiot.
  5. KOC TERMICZNY. Taki 2×2 metry, z jednej strony srebrny, z drugiej złoty. Kosztuje około 10 złotych, waży tyle co nic, a może nam uratować życie, kiedy na przykład w upalnej Armenii zaskoczy nas temperatura 7°C w nocy. Co roku bierzemy ze sobą co najmniej dwa i co roku je wykorzystujemy.
  6. ZAPAS WODY I COŚ NA ZĄB. Czasami łapanie stopa zajmuje nie 15 minut, a kilka godzin. Zawsze bierzemy ze sobą dwa razy więcej wody niż wydaje nam się, ze będzie potrzebne. Robimy to, odkąd utknęłyśmy na 3 godziny na serbskiej autostradzie, w czterdziestostopniowym upale, bez grama cienia i wody. Bywa też, że utkniemy gdzieś na dwa dni, a sklepu brak, dlatego fajnie jest mieć ze sobą coś do jedzenia, co nie wymaga przygotowania, na przykład bochenek chleba.
  7. ZAPAŁKI/KRZEMIEŃ. Na wypadek, gdyby przyszło nam rozpalać ognisko na dziko. Zapalniczka też jest ok, ale nie tak bardzo jak mały krzemień albo paczka zapałek.
  8. GAZ PIEPRZOWY. Tam, gdzie nie jest on nielegalny. Tu mamy trochę mieszane uczucia, bo gaz daje złudne poczucie bezpieczeństwa, co nie zmienia faktu, że jeśli tylko możemy, bierzemy go ze sobą. Warto przemyśleć żel pieprzowy – nie ma ryzyka, że nawdychamy się oparów.

MAM WSZYSTKO. CO DALEJ?

Kluczowe do łapania stopa jest oczywiście miejsce – w miarę możliwości w cieniu, przy zakręcie albo światłach, w miejscu, gdzie kierowca może się swobodnie zatrzymać, samochody nie pędzą, w pobliżu jest miejsce do rozbicia się na dziko, krzaki, które posłużą za toaletę, a to wszystko u wylotu miasta, ale nie na autostradzie.

No dobra, żarty żartami, ale życie i tak wszystko zweryfikuje.

  1. WYLOTÓWKA. W każdym dużym mieście są autobusy, które wywiozą nas na wylotówkę. Czasem warto w nie zainwestować, zamiast iść kilka(naście) kilometrów w upale albo bezskutecznie łapać stopa w centrum metropolii.
  2. ZATOCZKI/PRZYSTANKI. To optymistyczna wersja, ale zawsze musi to być miejsce, gdzie kierowca zobaczy nas z daleka i będzie mógł się zatrzymać. Dobrze sprawdzają się stacje benzynowe, szerokie pobocza, skrzyżowania i miejsca, gdzie przydrożni handlarze sprzedają swoje wyroby.
  3. AUTOSTRADY. Na autostradach jest zakaz łapania stopa, ale zdecydowanie większym problemem jest tam to, że zwyczajnie nie ma się jak zatrzymać, a samochody pędzą. Jeżeli jednak sytuacja sprawiła, że jesteśmy we właśnie takim miejscu, najlepszym, co możemy zrobić jest ustawienie się przy bramkach albo przy punktach poboru opłat. Parkingi tez są ok, jeśli nie są osłonięte ekranami dźwiękowymi.
  4. TOALETA. Zbędny luksus i za dużo zachodu. Pewnych rzeczy nie da się przewidzieć.

COŚ JESZCZE?

Pewnie. Z kierowcą, który się zatrzyma, trzeba się dogadać. W wielu krajach funkcjonuje coś na kształt nieoznakowanych taksówek. Warto mieć ze sobą tak zwany List Autostopowicza napisany w lokalnym języku (można o niego poprosić kogoś na CouchSurfingu). Jest to kartka papieru na której wyjaśniamy, że jesteśmy turystami, podróżujemy autostopem i będziemy bardzo wdzięczni za pomoc. Taka kartka działa cuda! Jest tez wersja dla zaawansowanych: możemy nauczyć się kilku zwrotów w danym języku.

Z kierowcą warto tez ustalić wcześniej gdzie nas wysadzi. Jeśli kierowca wjeżdża do dużego miasta, a my chcemy je ominąć, musimy wysiąć przed – inaczej powstanie problem wydostania się z miasta, co jest czasochłonne i często niełatwe. Tutaj dobrze działają centra handlowe zlokalizowane na obrzeżach bądź stacje benzynowe. Jesli zaś chcemy wjechać do miasta, najgorsze, co może nas spotkac, to wylądowanie na obwodnicy i tego też trzeba unikać.

A TERAZ NAJWAŻNIEJSZE

Najlepszą, najprostszą, a zarazem najważniejszą zasadą, której zawsze, ale to zawsze się trzymamy, to ufanie swojej intuicji. Jeśli którejkolwiek z nas coś podpowiada, żeby nie wsiadać do samochodu, to niezależnie od okoliczności i powagi sytuacji, nie wsiadamy. Bez żadnych tłumaczeń i wzajemnej argumentacji. Po prostu nie, kropka. Czasem lepiej poczekać kilka godzin, niż bardzo żałować.