BEKOBOD, GRANICA UZBEKISTAN-TADŻYKISTAN

Problem z przekraczaniem granic w Azji Środkowej jest taki, że często nie jest pewne, która z nich będzie otwarta – zależy to od wielu czynników, na które szary turysta nie ma wpływu. Pierwotnie zakładałyśmy przejazd z Taszkentu do Kirgistanu przez Dolinę Fergańską, jednak Tadżyckie władze zaskoczyły nas wprowadzeniem e-wizy, więc niewiele myśląc zmieniłyśmy plan podróży, albo raczej rozpisałyśmy go od nowa.

MORTAL KOMBAT

Aby dostać się z Taszkentu w okolice tadżyckiego Khujand (Chodżent), należy udać się w okolicę miasteczka Bekobod, skąd można pokonać granicę pieszo. Z Taszkentu jeżdżą tam autobusy (o dziwo naprawdę jeżdżą), ale nie ma co nastawiać się na wolne miejsce w takowych – odjeżdżają co godzinę, ale nigdy nie wiadomo z jakiego ‘peronu’, zatem jak tylko na dworzec podjeżdża bardzo nowoczesny i klimatyzowany autokar, tłum ludzi koczujących gdzie popadnie jak jeden mąż podrywa się z miejsca i biegnie w jego stronę, kto pierwszy ten lepszy. Potem następuje kolejny etap – napieranie na drzwi, rozpychanie się łokciami i ostatecznie dochodzi do rękoczynów i awantury o to kto zajmie ostatnie wolne miejsce. To był właśnie moment, kiedy zdezorientowane dobiegłyśmy z plecakami do drzwi pojazdu, by napotkać rozbawione spojrzenie kierowcy, mówiące: dwie? Z plecakami? To ci dopiero ubaw! (jestem pewna, że to własnie pomyślał).

Z powyższych powodów odpuściłyśmy sobie czekanie na kolejny autobus (tłum koczowników po odjechaniu pierwszego był jeszcze większy, niż zanim autobus podjechał) i wsiadłyśmy w taksówkę, która po dziesięciu minutach negocjowania ceny nie była wiele droższa. Oprócz nas w samochodzie były jeszcze dwie kobiety i noworodek, którego ostatecznie na rękach wiozła Karola (jakoś mniej wtedy płakał).

W PAPIERACH SIĘ NIE ZGADZA

Jeśli wwozicie pewną sumę dolarów do Uzbekistanu, nie powinniście wywieźć jej więcej. Nic, że macie kwitek z bankomatu, że legalnie wypłacone. Dolary zostają w kraju i tyle. Co zatem zrobić, jeśli faktyczny stan rzeczy jest zgoła inny od idealnego, czytaj: wwozisz 200$, wywozisz 300$? Rozwiązania są następujące:

a) chowasz dolce w torbie z brudną bielizną/pudełku po tamponach/opakowaniu po szamponie i liczysz na to, że nikt tam nie zajrzy

b) mówisz strażnikowi szczerze jak wygląda sytuacja, a on szczerze odpowiada ci, że będzie udawał, że tego nie słyszy i sugeruje, abyś zmienił swoją deklarację celną na taką, w której suma wywożonych przez ciebie dolarów równa się zero. Co też uczyniła Karola, bo inaczej w papierach się nie zgadza i będzie kłopot, i na co to komu?

PRZESZUKANIE, REJESTRACJE I CAŁA BZDURNA PAPIEROLOGIA

W Uzbekistanie każdy nocleg musi być zarejestrowany i z tym nie ma żartów. Idziesz do hotelu/hostelu, dostajesz karteczkę ze stempelkiem i trzymasz ją do samego końca wyjazdu, bo na granicy karteczki są sprawdzane bardzo skrupulatnie. Skrupulatnie, ale tylko pod warunkiem, że nie ma ich za wiele, czyli im więcej karteczek, tym mniej dokładna kontrola. My miałyśmy około siedmiu na głowę, więc strażnicy przy trzeciej odpuścili. Nie spojrzeli też na kwitek z wymiany pieniędzy, który właściwie powinien mieć każdy, ale jestem pewna, że strażnicy handlują walutą na boku i mają to gdzieś.

Są jednak obowiązki, które strażnicy wypełniają sumiennie, an przykład przeszukanie bagażu. Po prześwietleniu naszych plecaków, zostałyśmy zaproszone do maleńkiego pokoiku, gdzie funkcjonariuszka w zielonym uniformie kazała nam rozebrać się do naga, po czym sprawdziła, czy aby na pewno nie przemycamy nic w stanikach i majtkach, a z jej kieszeni złowieszczo zerkały na nas gumowe rękawiczki, których bogu dzięki nie użyła. Nie ma żartów. Przeszukała też torby podręczne i przekartkowała książki w poszukiwaniu dolarów (które jej kolega kazał nam przecież schować…). Nie zerknęła jednak do portfela.

PO TADŻYCKIEJ STRONIE

Gdy wreszcie uda nam się dotrzeć na Tadżycką stronę granicy, czeka nas jeszcze wypełnienie bzdurnego wniosku, w którym wpisuje się tylko imię, nazwisko i numer paszportu, a potem kontrola wizy. Ciężko nam było uwierzyć, że ktokolwiek potraktuje kartkę A4 z ikonką mężczyzny w krawacie zamiast zdjęcia, kodem kreskowym i emoji przestrzegającym przed łamaniem prawa poważnie, ale w istocie tak się stało. Tadżycką granicę dałoby się przejść w dwie minuty, gdyby nie fakt, że było tak gorąco, że strażnik uznał że nie przepuści nas, dopóki nie napijemy się z nim herbaty w klimatyzowanym pokoju z napisem ‘no entry‘. Potem już z górki, szybka wymiana pieniędzy (o dziwo po dobrym kursie) i taksówka do Khujand. Czyżby?

KONIEC NEGOCJACJI

A skąd. O ile negocjowanie ceny przewozu w dużym mieście jest łatwe i przyjemne (jak już człowiek do tego przywyknie i ogarnie kilka trików), o tyle na granicy nie ma dyskusji – na nic zdają się metody ‘jak cena jest za wysoka to odchodzę i udaję, że mnie to nie obchodzi’, albo ‘siedzę i czekam aż cena spadnie, choćbym miała tu skisnąć’. Trzeba liczyć się z tym, że cena po dwóch godzinach brania taksówkarza ‘na przeczekanie’ będzie taka sama, jak ta pierwotna, tyle, że tracisz dwie godziny, i ha-ha, kto kogo przeczekał. Szkoda czasu. Ostatecznie jedna godzina więcej na granicy, to jedna godzina mniej w kraju.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *