POCIĄG KAZACHSTAN – UZBEKISTAN, CZYLI 27 GODZIN W PODRÓŻY

Nasz pobyt w kazachskim Aktau był właściwie tylko krótkim przystankiem na drodze Azerbejdżan-Uzbekistan. Szybka zmiana planów sprawiła, że droga ta prowadziła właśnie przez tę część Kazachstanu, a informacje zebrane przed przyjazdem na różnych forach dawały nadzieję, że istnieje pociąg, którym dostaniemy się do Uzbekistanu od jego zachodniej strony. Czas gonił nas nieubłaganie, bo nasza wiza uzbecka wyrobiona jeszcze w Warszawie, nie dość, że była ważna tylko 2 tygodnie, to na dodatek te 2 tygodnie liczyły się od konkretnego dnia (który musiałyśmy podać kilka miesięcy wcześniej w Ambasadzie!).

BILETY NIEKONIECZNIE W KASIE

No właśnie, przyjeżdżając do Aktau miałyśmy nadzieję, ale wcale nie pewność, że pociąg, który został naszym planem B (a może już nawet C) w ogóle istnieje! Bowiem w różnych źródłach informacji znalazłyśmy inne odpowiedzi- od optymistycznego “pociąg jeździ codziennie“, przez niepewne “pociąg czasem jeździ, czasem nie“, po ostateczne “tego pociągu już nie ma“. Dlatego po pierwszym noclegu w Hotelu Keremet, od razu zapytałyśmy panią z recepcji, jak to jest z tą koleją. Okazało się, że jeździ (uff!) i to faktycznie codziennie o godzinie 12.00 (jeszcze większe uff!). Niestety na ten dzień biletów już nie było, były natomiast na dzień następny. Pozostała kwestia ich kupienia… Okazało się, że nie jest to sprawa tak prosta, jak myślałyśmy. Biletów wcale nie kupujemy w kasie na dworcu, ale w agencjach rozmieszczonych w różnych punktach miasta, oznakowanych raczej słabo. Na szczęście w hotelu bez problemu znalazł się pan, który poszedł z nami do agencji i pomógł kupić odpowiednie bilety. No cóż, wyboru zbyt wielkiego nie było, na następny dzień pozostały tylko najtańsze bilety na górne kuszetki, w wagonie bezprzedziałowym, których koszt to 15 000 Tenge (ok.43 EUR).

Co ciekawe, na bilecie jako godzina odjazdu ewidentnie widniała 13.00, natomiast pani w agencji upierała się, że odjazd mamy o 12.00. No i faktycznie, godzina wypisana na bilecie to ta według oficjalnego czasu Astany, natomiast całe Aktau funkcjonuje według lokalnej strefy czasowej (czyli godzinę wcześniej). Było to dla nas problematyczne przez cały pobyt w Aktau- nigdy nie wiedziałyśmy jaką godzinę właśnie nam ktoś podaje.

CO ROBIĆ W POCIĄGU PRZEZ 27 GODZIN?

Ze względu na to, że dworzec kolejowy wcale nie znajduje się w centrum Aktau, a raczej na jego dalekich, przemysłowych obrzeżach nie było mowy żeby do pociągu dostać się pieszo lub komunikacją miejską (niektóre źródła podają, że istnieje marszrutka z miasta na dworzec, ale nikt nic o niej nie wie). Tu znowu z pomocą pospieszyli nam pracownicy hotelu i na następny dzień miałyśmy zorganizowaną taksówkę, która jest chyba jedyną opcją dostania się na dworzec.

Pociąg relacji Aktau (KAZ)-Nukus (UZB), którym jechałyśmy do uzbeckiego Kungrad pokonuje te 870km w około 27 godzin. Miała to być nasza najdłuższa, jak dotąd podróż pociągiem, więc przygotowałyśmy się do niej robiąc spore zapasy jedzenia i picia, które większość lokalnych podróżnych robiła dopiero na dworcu. Ba! Niektórzy wybierali się w ponad dobową podróż praktycznie bez prowiantu! Po drodze okazało się, że byłoby to całkiem dobre rozwiązanie, bo handel w pociągu kwitł praktycznie od pierwszego stukotu kół po torach. Na bieżąco można było zaopatrzyć się w zimną wodę i Coca-Colę, kupić wędzoną rybę na przekąskę, uzupełnić braki w garderobie o sukienkę, czy też bieliznę, a od razu po przekroczeniu granicy dokonać też wymiany waluty (dlatego dobrze jest wcześniej sprawdzić aktualny przelicznik). Było to swoją drogą świetną odskocznią od widoków za oknem, które przez większość trasy są raczej monotonne – stepy, linie wysokiego napięcia, i tylko od czasu do czasu zabłąkane wielbłądy, które odłączyły się od stada..

Natomiast każdy postój (a było ich sporo, łącznie z jednym pięciogodzinnym) był świetną okazją do zjedzenia ciepłego posiłku, ponieważ na bocznych torach lokalne kobiety sprzedawały domowej roboty ciepłe manty, czyli środkowoazjatyckie pierogi z mięsnym farszem, gotowane w bulionie.

WSPÓŁPASAŻEROWIE I KONTROLA CELNA

Pociąg w środku wyglądał jak typowa bezprzedziałowa kuszetka, z tą różnicą, że większość okien się nie otwierała (my na szczęście dostałyśmy miejsca przy lekko uchylonym lufciku). Oznacza to, że na jednej przestrzeni mamy około 25 współpasażerów. Każdy natomiast dostaje materac oraz świeżą, czystą pościel. Bardzo ciekawą obserwacją było to, że jak tylko pociąg ruszył wszyscy pasażerowie zasiedli do posiłków, a następnie… przebrali się w piżamy i poszli spać. Przed godziną 14.00 w całym wagonie słychać było tylko chrapanie, spali wszyscy oprócz nas, ściśniętych na naszych górnych kuszetkach, na których ledwo można było obrócić się z boku na bok, nie wspominając o siadaniu albo choćby wzięciu głębokiego wdechu. Mimo usilnych prób zaśnięcia w środku dnia udało nam się to dopiero pod wieczór. Po kilku krótkich godzinach drzemki zostałyśmy jednak obudzone, bo oto zaczęła się kontrola celna. Kilka godzin przed granicą.

Kontrola zaczęła się wizytą kazachskich celników, wypełnianiem deklaracji celnych po rosyjsku, zbieraniem paszportów, następnie okazało się, że potrwa aż do przekroczenia granicy uzbeckiej, co nastąpi około 5 rano. Do tego czasu spać się nikt nie położy. Jak to mówią, mądry Polak po szkodzie. Współpasażerowie ostrzegli nas, że wizyta uzbeckiej służby granicznej będzie nieprzyjemna i trzeba się na to przygotować. Trzeba jednak przyznać, że po kilku godzinach siedzenia z zamykającymi się z senności oczami było nam już wszystko jedno. Faktycznie wejście uzbeckich celników było widoczne, bo przeszukiwali oni wszystkie bagaże, których nasi towarzysze podróży mieli raczej sporo. Co ciekawe, gdy ostatecznie dotarli do nas, przejrzeli pobieżnie nasze paszporty, spojrzeli na plecaki upchnięte na najwyższej półce i z uśmiechem, po angielsku powitali nas radosnym “Welcome in Uzbekistan!”. Jedyne, co wzbudziło ich wątpliwości (wszak coś musi), to fakt, że w jednym z naszych paszportów stempel z lotniska nie był wbity na wizie, a kilka stron dalej, ale ostatecznie machnęli na to ręką.

No to byłyśmy w Uzbekistanie! Poniżej naszych kuszetek miałyśmy towarzystwo dwóch bardzo miłych pań z Kazachstanu, które jechały na wesele do rodziny do Kungrad. Panie ożywiły się znacznie po przejściu kontroli celnej (wyspane po poprzednim dniu, w przeciwieństwie do nas) i rozpoczęły zakupy oraz omawianie kreacji na nadchodzącą imprezę. Do dziś ciężko nam stwierdzić czy sandałki na obcasie, który był złotą klatką z ptaszkiem z piórek dyndającym w środku były realnym pomysłem jednej z pań na zadanie szyku na weselu, czy tylko halucynacją po ciężkiej podróży.

KONIEC PODRÓŻY

Kiedy pociąg zatrzymał się na stacji w Kungrad, wszyscy pasażerowie jak jeden mąż poderwali się z miejsc i popędzili do wyjść. Naszym starym zwyczajem, poszłyśmy w ich ślady i wygramoliwszy się z ciasnego korytarza na dwór usiadłyśmy na plecakach i odpaliłyśmy po papierosie. Niesłusznie, jak się okazało, bo palenie na dworcu – czyli wielkim, pustym terenie ogrodzonym powyginana siatką – jest nielegalne. Upomniane, opuściłyśmy teren stacji i oczom naszym ukazała się rzeka ludzi, zmierzająca w stronę postoju taksówek, co i raz witająca się z rodzinami. Wraz z naszymi współpasażerkami z Kazachstanu, na które wpadłyśmy przez przypadek, zabrałyśmy się na stację autobusową (choć nie było warto, pieszo to nie więcej niż dziesięć minut), po to tylko, by dowiedzieć się, że marszrutki już tego dnia nie będzie. Był za to kierowca taksówki, który jechał do Moynaq- miasta, do którego zmierzałyśmy. Zapakował nas do samochodu i kazał chwilkę poczekać, aż zbiorą się inni pasażerowie. Po kilku godzinach wciąż się nie znaleźli, dlatego pozostały nam dwie możliwości: albo szukamy noclegu na miejscu i rano łapiemy marszrutkę, albo dopłacamy za jedno wolne miejsce. Szybko wyliczywszy, że zostawanie na noc nie opłaca nam się ani finansowo, ani czasowo- dopłaciłyśmy i ruszyłyśmy w owiany raczej kiepską sławą wśród podróżników północno-zachodni zakątek kraju.

2 thoughts on “POCIĄG KAZACHSTAN – UZBEKISTAN, CZYLI 27 GODZIN W PODRÓŻY

  1. Juriusz says:

    Czy chcecie powiedzieć, że nawet w Kazachstanie/Uzbekistanie nie można palić w pociągach??? Padają chyba ostatnie bastiony na świecie, w Rosji od 2014 też nie, a nawet w Chinach robi się przerażająco zdrowo.

    • vitaperduta says:

      Faktycznie w samym pociągu nikt nie palił, wszyscy wychodzili na papierosa w trakcie postojów. Ale było ich na tyle dużo, że nie odczuwałyśmy specjalnie żalu, że nie możemy zapalić w środku 😉

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *