GRUZJA ZIMĄ, CZYLI BIAŁE SZALEŃSTWO NA KAUKAZIE

O Gruzji pisałyśmy już kilka razy, bo też nasze podróże już kilkukrotnie zaprowadziły nas w ten zakątek Kaukazu. Zazwyczaj wyprawy planujemy na czas letni, ze względu na bardzo przyziemne sprawy urlopowe, Gruzję jednak udało się zobaczyć także zimą. Ośnieżone nawet latem szczyty Kaukazu robią nie lada wrażenie chyba o każdej porze roku, dlatego kiedy latem 2016 jechałyśmy z Tbilisi w stronę Stepancmindy w mojej głowie po raz pierwszy zaświtała myśl “A może by tak spróbować snowboard’u na Kaukazie?“. Skoro jest pomysł, czas na jego realizację.

KIEDY, GDZIE i…JAK?

Właściwie sezon narciarski w Gruzji trwa od listopada do marca i przez cały ten okres mamy zapewnioną sporą ilość śniegu. Dodatkowo możemy liczyć na zdecydowanie luźniejsze stoki niż te w Polsce, czy Europie Zachodniej. Jeżeli chodzi o decyzję co do miejsca uprawiania zimowego szaleństwa w Gruzji to wybór nie jest ogromny, właściwie mamy do wyboru dwa ośrodki oferujące narciarsko-snowboardową infrastrukturę:

  1. Borjomi– uzdrowiskowe miasteczko położone pomiędzy Tbilisi, a Kutaisi. Oferuje łatwiejsze stoki, mniejszą bazę noclegową, ale też położone jest w niższych górach, więc szansa na zimowe zasypanie dróg dojazdowych jest stosunkowo mniejsza.
  2. Gudauri– największy ośrodek sportów zimowych w Gruzji, położony 120 km na północ od Tbilisi, w stronę granicy z Rosją. Posiada kilka wyciągów krzesełkowych, jeden gondolowy, całą bazę noclegów w różnych cenach i standardach- słowem raj dla wielbicieli białego puchu!

Wybór padł więc oczywiście na Gudauri (upatrzone już zresztą latem), miasteczko niewielkie, położone na wysokości 2200 m. n.p.m., które z każdym rokiem coraz bardziej rozwija swoją turystyczną ofertę (obecnie słynie np. z organizowania zimowych lotów na paralotni oraz heliboarding’u– w dużym uproszczeniu- helikopter zabiera nas z nartami nad szczyt góry, hopsa! i jedziemy!). No to jak się tam dostać?

Tak jak pisałyśmy wcześniej najlepszym sposobem na dostanie się do Gruzji z Polski są loty tanimi liniami lotniczymi Wizzair do Kutaisi. Ceny biletów zimą są ciągle dużo niższe niż te w sezonie letnim. Można spokojnie kupić bilet w jedną stronę w cenie 150zł za osobę, a na styczeń 2016 udało mi się “upolować” okazję i polecieć za 80zł! Wizzair oferuje także możliwość nadania sprzętu sportowego, co wiąże się z dopłatą 136zł, natomiast ciekawostką jest fakt, że do pokrowca na sprzęt sportowy możemy spokojnie spakować także ubrania, kask, buty i wszystko, co nam się zmieści i nie przekroczy wymiarów dopuszczanych przez operatora- pozwala to zaoszczędzić na dokupowaniu dużego bagażu nadawanego. Sprzęt sportowy można także wypożyczyć na miejscu, jak zrobili poznani przeze mnie po drodze Ola i Tomek. Jak jest lepiej? No cóż, chyba co, kto woli!

ŚNIEGU PO PAS, ALE JEDEN ŁAŃCUCH WYSTARCZY!

Lądujemy na lotnisku w Kutaisi… i co dalej? Można tradycyjnie jechać lokalną marszrutką do Tbilisi i stamtąd kolejną do Gudauri (wszystkie kierujące się do Kazbegi marszrutki mają przystanek w Gudauri), czyli tak, jak poruszałyśmy się zawsze latem. Natomiast ze względu na to, że mój lot był w nocy, lądowanie o 5 rano, a całą Gruzję spowijała gruba warstwa śniegu zdecydowałam się na Georgian Bus– prywatnego, gruzińskiego przewoźnika, który oferuje bezpośredni przejazd z lotniska do Gudauri (ok. 300 km), skoordynowany z godziną przylotu samolotu, na dodatek płatności możemy dokonać wcześniej przez internet! Cena tej przyjemności to 50 lari (ok. 80zł).

W dniu mojego wylotu do Gruzji rozpoczęła się tam wielka śnieżyca, zasypało praktycznie wszystkie górskie drogi w kraju, większość marszrutek nie opuszczała Tbilisi wiedząc, że jakieś 30 km przed Gudauri znajduje się policyjny punkt kontrolny, który zwyczajnie w taką pogodę nie przepuści ich dalej. Natomiast Georgian Bus, którym jechaliśmy z Olą i Tomkiem mknął przez zaśnieżone trasy, a w punkcie kontrolnym kierowca otrzymał tylko nakaz założenia na opony łańcuchów, które (o dziwo!) miał w bagażniku. Kierowca-Gruzin nie byłby jednak sobą, gdyby posłuchał policjanta do końca, założył więc łańcuch na jedną tylną oponę i… pojechaliśmy dalej!

JAK SIĘ DOSTAĆ DO CHATY NA SZCZYCIE GÓRY

Jak już wcześniej wspomniałam, Gudauri ma bardzo dobrze rozwiniętą bazę noclegową. W miasteczku znajdziemy sporo małych hotelików, kwater prywatnych, a nawet hostel Happy Yeti. Wszystkie ośrodki położone są kilka-kilkanaście minut piechotą od wyciągów. Ceny w sezonie do najniższych nie należą, ale jeżeli zrobimy rezerwację wcześniej może udać się znaleźć coś tańszego.

Szukając taniego noclegu, niekoniecznie w centrum miasteczka, jeszcze przed przyjazdem zrobiłam rezerwację w hostelu Hada Hut (ok. 80 lari za noc). Wygląd górskiej chatki, piękny widok z okna, drewniana jadalnia z kominkiem- tak, tego trzeba po całym dniu na stoku! Wszystko byłoby jak w bajce, gdyby po przyjeździe nie okazało się, że chatka, owszem, piękna, ale położona jest na szczycie góry Sadzele (ponad 3200 m. n.p.m.) i dostać się można do niej jedynie wyciągiem krzesełkowym (co odpada z bagażem) lub gondolą, a następnie pokonać ponad kilometr w śniegu po pas! Na dodatek wyciągi w Gruzji czynne są jedynie do godziny 17.00, więc potem do Hada Hut zwyczajnie nie ma jak się dostać (szczególnie biorąc pod uwagę fatalne warunki pogodowe, w których tam dotarłam). Czekałby mnie dramat i spanie kątem w sklepie narciarskim (już dogadane swoją drogą!), gdyby nie fakt, że Gruzin Cię w potrzebie nie zostawi- został zorganizowany najwprawniejszy kierowca… skutera śnieżnego w całym Gudauri, który pomimo śnieżycy zgodził się mnie zawieźć na górę, prosto pod drzwi mojej uroczej chatki!

NA STOK, NA CHACZAPURI, NA STOK, NA CZACZĘ!

Uroki Hada Hut doceniłam natomiast już następnego dnia, bo rzeczywiście widok ze szczytu góry rekompensował trudy podróży. Dodatkowo ponad 50km tras narciarskich, puste wyciągi, słońce (które jak wyszło po śnieżycy, tak świeciło przez cały tydzień mojego pobytu), gruzińskie wyśmienite jedzenie oraz czacza serwowana na rozgrzanie przez przesympatyczną załogę mieszkającą w hostelu w sezonie sprawiają, że zimowe szaleństwo w Gruzji zyskuje naprawdę wyjątkowy klimat! Trasy są różnej trudności, ale to dla miłośników freeride’u Gudauri będzie prawdziwym rajem.

Pojedynczy wjazd wyciągiem kosztuje 5 lari, karnet 3-dniowy ok. 80 lari. Należy jednak pamiętać, że trasy nie są oświetlone, więc są czynne jedynie od 10.00 do 17.00 (sama zapomniałam o tym jeszcze raz i tym razem do Hada Hut odwoził mnie… ratrak! W ten sposób dowiedziałam się też skąd w chacie na szczycie góry codziennie bierze się świeże zaopatrzenie w mięso, ryby i warzywa- zapewnia je kierowca ratraku rano i wieczorem!).

Gudauri na pewno spełni oczekiwania wszystkich wielbicieli zimowego szaleństwa, szczególnie tych, którzy poszukują trochę dzikszych stoków i chcą ominąć czekanie w kolejkach do europejskich wyciągów. A słynne gruzińskie wino zimą smakuje jeszcze lepiej!

K.

 

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *