AZERBEJDŻAN – BAKU, MIASTO ROPĄ PŁYNĄCE

Los rzucił nas do Baku dwa razy, raz w 2014, raz w 2016 roku. Mimo, że pięć dni spędzonych w stolicy Azerbejdżanu przy okazji naszej pierwszej wizyty raczej nie zachęciło nas do powrotu (poza oczywistą chęcią odwiedzenia poznanych tam przyjaciół), a i sam lot był pełen obaw ze względu na masę ormiańskich stempli w paszporcie, gdzieś tam wewnętrznie obie cieszyłyśmy się na powtórne odwiedzenie miasta. Po pierwsze, ze względu na spadek wartości tamtejszej waluty, mogłyśmy pozwolić sobie na trochę więcej swobody, przede wszystkim zaś wreszcie będziemy miały wystarczająco dużo czasu na odwiedzenie tych miejsc, których nie udało nam się zobaczyć ostatnim razem. Zwiedzajmy zatem!

TANIE SPANIE, CZYLI CO POZA SHERATONEM

Zwiedzanie zaczynamy od poszukiwania niedrogiego noclegu, co jest nie lada wyzwaniem, bo Baku z takowych nie słynie, a przed nami co najmniej tydzień w mieście. Za pierwszym razem w Azerbejdżanie skorzystałyśmy z Couchsurfingu, gdzie poznałyśmy wspaniałych ludzi, z którymi przyjaźnimy się do dziś. Dwa lata później zdecydowałyśmy się jednak na hostel z kilku względów:

  • miałyśmy w perspektywie tydzień biegania po ambasadach i załatwiania formalności związanych z wizą do Turkmenistanu. Nie chciałyśmy mieszkać u kogoś i nie mieć dla niego czasu, wszak nie na tym polega Couchsurfing.
  • samo wyrabianie wizy wiąże się z wieloma stresami i nierzadko skrajnymi emocjami, którym czasem lepiej dać upust we własnym towarzystwie. Żadna z nas nie wyobraża sobie spędzania czasu z hostem, będąc w nastroju nie-mów-do-mnie-teraz-bo-mam-problem-z-wizą.
  • nasi bakijscy przyjaciele niestety nie mieli możliwości przenocowania nas tym razem, jednak bardzo zależało nam na spędzeniu z nimi tyle czasu, ile się da. Nie chciałyśmy zatem postawić naszego potencjalnego hosta w sytuacji, gdzie wychodzimy na spotkanie z innymi znajomymi, zwłaszcza, że wspomnieni znajomi zarezerwowali dla nas właściwie wszystkie popołudnia.

Baku słynie z raczej drogich i luksusowych hoteli. Co sto metrów natkniemy się na wejście do Marriotta, Sheratona albo Hiltona, ze świecą jednak szukać noclegu na naszą kieszeń. Tak to przynajmniej zapamiętałyśmy z naszej pierwszej wizyty, na szczęście baza niedrogich noclegów z roku na rok powiększa się i w 2016 roku niejaki Vasif Namazov otworzył Sport Hostel, niedaleko od centrum, przy stacji metra Gənclik (więcej informacji TU). Warunki bardzo okej (zwłaszcza za cenę 5€!), właściciel jest przemiły i bardzo pomocny (aczkolwiek czasem lepiej zaufać przewodnikowi niż jemu, bo choć bardzo się stara, czasem nie ma racji), internet śmiga, jest kuchnia w której można gotować i bezpłatna rezerwacja. Bardzo polecamy!

W AZERBEJDŻANIE W…DYWANIE?

Nie inaczej. W centrum Baku, na Neftçilər Prospekti, znajduje się muzeum dywanu w kształcie…dywanu. W związku z tym, że Karola jest ogromną fanką dywanów (zwłaszcza tych perskich, na których można spać), popędziłyśmy tam niemal pierwszego dnia po przyjeździe. I tak z resztą nie wytłumaczyłybyśmy się przed naszymi znajomymi Bakijczykami, żeśmy wspomniany przybytek pominęły.

Muzem dywanów, Baku

Muzem dywanów, Baku


Samo muzeum jest zdecydowanie warte ceny, którą płacimy za wstęp. Trzypiętrowy budynek to ogromna i imponująca ekspozycja tego, na czym Azerowie, jak się okazuje, znają się świetnie. Od małych bieżników, ręcznie wykonanych tkanin, toreb konnych i tradycyjnych strojów, przez klasycznej wielkości dywany, po takie, którymi można by wyściełać wielka salę balową, czyli wszystko, czego ciekawa kultury dusza zapragnie. Muzeum zdecydowanie trzyma poziom, no, może poza kilkoma wpadkami na ostatnim piętrze – dywanami z wizerunkami ludzi, które, choć trzeba przyznać, pochłonęły miesiące pracy, wyglądają, cóż…czasami komicznie

ZOSTAWCIE TE PŁOMIENIE!

Flame Towers, czyli Alov Qüllələri  wybudowane zostały w latach 2007-2012 i składają się na nie trzy osobne wieżowce w kształcie, jak sama nazwa wskazuje, płomieni. W środku mieszczą się biura i apartamenty, a także hotel. Według naszego znajomego Bakijczyka, inwestycja to przerost formy nad treścią, bo ceny z kosmosu, a co za tym idzie większość przestrzeni do dziś pozostaje niewykorzystana. Jak jest, tego nie wiemy na pewno, ale fakt faktem, wieże symbolem Baku są i pewnie długo pozostaną.

Flame Towers, Baku

Flame Towers, Baku

Po zmroku na wieżach wyświetlane są trzy animacje: powiewająca na wietrze tkanina w kolorach Azerbejdżanu, białe postacie machające flagami (oczywiście – Azerbejdżanu), oraz czerwono-żółte płomienie. Uwaga do dyrektora artystycznego, architekta miejskiego, bądź kogokolwiek, kto jest decyzyjny w kwestii podświetlania budynków: zostańcie przy tych płomieniach, bo wyglądają najfajniej!

Flame Towers nocą

Flame Towers nocą

GDZIE POCZUĆ WIATR W MIEŚCIE WIATRU?

Nazwa Baku pochodzi z języka perskiego i oznacza ‘wietrzne miasto‘. O tym jak wietrzne potrafi być, przekonałyśmy się przy okazji naszej drugiej wyprawy, kiedy sącząc piwo na deptaku Neftçilər Prospekti musiałyśmy mocno trzymać na wpół puste szklanki, żeby nie wylądowały one w Morzu Kaspijskim. Samym deptakiem przejść się trzeba zarówno za dnia, żeby pogapić się na morze i majaczące w oddali platformy wiertnicze (wszak taki widok dla naszych polskich oczu jest co najmniej niecodzienny), jak i wieczorem, aby pogapić się z kolei na światła miasta i górujące nad metropolią Flame Towers w wieczornej odsłonie.

deptak nocą, karuzela

Ponadto nocą bulwar tętni życiem, liczne kafejki i sezonowe restauracje pękają w szwach, herbata leje się strumieniami, a niemal każdy stolik zajęty jest przez całe rodziny, od dziadków po wnuki, szukające odpoczynku po niemiłosiernych upałach.

ICERISEHER – STARE MIASTO

Jako, że historia Baku sięga wiele wieków wstecz, İçəri Şəhər, czyli stare miasto, jest – jakkolwiek trywialnie to zabrzmi – naprawdę stare, jednak w Baku, gdzie przestrzeń zdominowana jest przez marmury, złoto, szkło i szeroko pojęty luksus, znalezienie dobrze zachowanych zabudowań z XII wieku wcale nie jest aż takie oczywiste.
Będąc wiernymi naszemu stylowi zwiedzania,  İçəri Şəhər odkrywałyśmy niespiesznie spacerując po jego wąskich uliczkach, skręcając to w lewo, to w prawo, i co i rusz natykając się a to na XI-wieczny meczet (Sınıqqala), a to na XI-wieczny kompleks pałaców  (Şirvanşahlar Sarayı).Najbardziej rozpoznawalnym punktem starego miasta jest jednak

Maiden Tower, Baku

Baszta Dziewicza, Baku

Baszta Dziewicza, czyli Qız Qalası, zabytkowa budowla o bardzo charakterystycznym kształcie. Do wieży można wejść (za opłatą), w środku znajduje się wystawa jej poświęcona, na szczycie zaś taras widokowy, z którego rozpościera się panoramiczny widok na całe miasto (nie tylko stare) i na Morze Kaspijskie. Do dzisiaj nie wiadomo dokładnie jakie było pierwotne przeznaczenie budowli, jednak my szczególnie upodobałyśmy sobie teorię, że było to obserwatorium astronomiczne. Bo wieki temu widok na rozgwieżdżone niebo, przy wieczornym wietrze i szumie morza musiał być naprawdę poruszający, i niech tak w naszej wyobraźni pozostanie.

Baku-stare miasto

KEBAB, UŚMIECH I SUCHA KRAKOWSKA, CZYLI CO ZJEŚĆ

W Baku znajdziemy wszystko to, co oferuje kuchnia Azerbejdżanu. Są to przede wszystkim wszelkiego rodzaju kebaby, szaszłyki, faszerowane warzywa i zupy, a także szereg przekąsek do piwa (w barach zawsze dziwiono nam się, że zamawiamy ich mało lub wcale, ale w końcu oszczędzamy).

Domowa uczta u rodziców Tarkhana, okolice BakuKebaby w Azerbejdżanie znacznie różnią się od tych, które dostaniemy w Polsce (a jakże!). Przede wszystkim w środku jest dużo więcej świeżych warzyw, inaczej doprawione mięso i czasami tez frytki. A że przy jedzeniu nie wybrzydzamy, smakowało nam wszystko, zwłaszcza, że cena też super. To też najczęściej występujący street food w mieście, w sam raz na nasze potrzeby!

Azerowie przyrządzają też swoją tradycyjną dolmę, czyli faszerowane papryki/bakłażany albo mięso mielone zawijane w liście winogron (podobno czasem też kapusty), podawane z kwaśnym jogurtem. Azerska dolma jest bardzo podobna do tej ormiańskiej, wszak Kaukaz to Kaukaz.

Szaszłyki za to są zupełnie różne od tych, które jadłyśmy w Gruzji czy Armenii (tu akurat trochę wybrzydzamy, bo za dobrego szaszłyka Karola dałaby się pociąć), doprawione bardziej na ostro, no i przede wszystkim mniejsze – także nici z naszej ukochanej biesiady, albo po prostu nie trafiłyśmy tam, gdzie się one odbywają.

Restauracja w Baku

Restauracja w Baku

Zimą w Azerbejdżanie możemy spróbować też zupy khash, czyli wywaru z kości krowy. Azerowie mówią że to ich narodowe danie, Ormianie mówią to samo, więc chyba najlepiej uznać je po prostu za potrawę kaukaską.

To, co Azerbejdżan robi naprawdę dobrze (poza dywanami), to wszelkiej maści ser – obowiązkowa zagryzka do piwa. Inne przekąski to prażone pistacje, krążki cebulowe,  i…smażona kiełbasa sucha krakowska, dostępna w niektórych barach, jak się okazuje ulubiony przysmak naszego kolegi Tarkhana, rodowitego Bakijczyka.

BAKU – CZARNE MIASTO, BIAŁE MIASTO

Baku, ze względu na znajdujący się tam ogromny port i duże zasoby ropy naftowej w Morzu Kaspijskim, zwane jest często Czarnym Miastem. Coś w tym jest, bo zapach ropy (niezbyt przyjemny, delikatnie mówiąc), unosi się w powietrzu i jest dość intensywny (raczej nie w samym centrum, ale już kilka kilometrów dalej, owszem). W związku z tym władze inwestują w projekt zwany Białe Miasto, aby zmienić opinię na temat stolicy. Projekt ma na celu pielęgnowanie opinii o Baku jako o czystym mieście, z bujną zielenią i lśniącymi białymi wieżowcami, bez zanieczyszczeń i, co tu dożo gadać, smrodu ropy. To tak w dużym skrócie, więcej o projekcie poczytacie TU. Czy inwestycja się uda, cóż, czas pokaże, ale sądząc po tym jak Baku zmieniło się na przestrzeni ostatnich dwóch lat, będzie to bardzo czasochłonne.

 

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *