O tym jak kaukaskie krowy uprzykrzają życie podróżnika

Krowy są wszędzie i to jest fakt. Krowy można lubić, można ich nie lubić, albo można je ignorować. O ile Karola zazwyczaj nawet nie zauważa, że pasą się one na łące obok naszego rozstawionego na dziko namiotu, o tyle ja na samą myśl o takiej sytuacji mam dreszcze.

Nie boję się dzikich psów, chętnie głaszczę łaszące się dzikie koty, uwielbiam karmić kozy, ale jakoś tak jest, że na widok krowy, albo co gorsza byka, ogarnia mnie kompletny paraliż i przestaję myśleć racjonalnie. Tłumaczę to sobie tym, że krowy, choć pozornie niegroźne, są zwierzętami o sporych gabarytach, a idąc dalej tym tokiem myślenia, szybko w głowie mnożę szybkość przez masę i wychodzi mi, że w starciu z rozpędzoną krową mam raczej marne szanse. Moje wyobrażenie o bykach ukształtowała zaś hiszpańska corrida, i to pozostawiam bez zbędnego komentarza.

20150805_094849

kozy są spoko

Karola od lat niestrudzenie tłumaczy mi, że prędzej zobaczę krowę, która rozpala ognisko, niż krowę, która biegnie prosto na mnie. Był moment, kiedy już prawie w to uwierzyłam, ale potem wydarzyło się kilka sytuacji, które utwierdziły mnie w moich pierwotnych przekonaniach.

  • Krowa w kąpieli: Wydarzyło się to w czasie naszej pierwszej podróży do Gruzji, na dzikiej plaży na południe od Ureki. Miałyśmy w perspektywie dwa dni byczenia się (ha-ha) i rozwiązywania krzyżówek, więc rozłożyłyśmy swój mały stragan z książkami i piwem na plaży i cieszyłyśmy się chwilami boskiego lenistwa. Nagle na plażę wbiegła oszalała krowa. Serio, wbiegła.  Poderwałam się szybko i zanim pomyślałam co robię, już byłam spakowana, ubrana i nerwowo rozglądałam się za bezpiecznym schronieniem, przeklinając na czym świat stoi. Jednocześnie Karola podniosła leniwie głowę, obdarzyła krowę sceptycznym spojrzeniem i jęła opalać się dalej. Krowa tymczasem pobiegała trochę w kółko przyprawiając mnie o mdłości, po czym zaczęła pić słoną morską wodę, następnie weszła do morza, spojrzała prosto na mnie i…cóż, ujmę to tak: załatwiła potrzebę. A potem pobiegła (znowu!) w stronę Ureki. Nie muszę dodawać, że kąpiel mogłyśmy sobie odpuścić na najbliższą godzinę
  • Krowa bankietowa: Tym razem sytuacja działa się w Armenii. Tam już od samego początku krowy uparcie nam towarzyszyły, obchodząc nasz namiot i budząc nas nad ranem. Jednak jedna z sytuacji prawie pozbawiła nas dachu nad głową. Było to w czasie, kiedy wraz z grupą poznanych rok wcześniej Ormian biwakowałyśmy nad jeziorem Sevan. W Armenii jednym z ulubionych deserów jest arbuz. Ja arbuzów nie lubię, Karola też nie, ale nasi koledzy owszem, jak najbardziej. Jak wiemy, ciężko jest zjeść całego arbuza za jednym razem, dlatego jeden z chłopaków niedbale zapakował w siatkę pół owocu, które zostało nam tamtego dnia, i położył przy naszym namiocie. Rano Karolę obudziło natarczywe szturchanie w bok, ale niewiele sobie z tego robiąc, poszła spać dalej. Ja natomiast zaniepokoiłam się i wystawiłam głowę na zewnątrz. To był błąd. Przy naszym namiocie stało wielkie, czarne bydlę, które nie dość, że najpierw zjadło całego arbuza, to zabrało się też za nasz ochlapany sokiem z owocu namiot, który i bez tego nie był już w najlepszej kondycji. Zaczęłam panikować (a jak!), Karola natomiast leniwie wygramoliła się z namiotu, podniosła najbliższy patyk, pomachała krowie przed pyskiem mówiąc ‘sio!’ i poszła spać dalej, bo krowa posłusznie odeszła. Namiot jednak trochę ucierpiał.

COW

  • Krowa inwigilatorka: Znowu Gruzja, tym razem okolice Tserakvi. na południowy wschód od Marneuli. Byłam akurat na festiwalu One Caucasus i jak zwykle spałam pod namiotem. W tym samym namiocie spał mój znajomy, Vano. Tym razem to mnie obudziło szturchanie, więc na wszelki wypadek od razu zaczęłam panikować, ku radosze kolegi. Domniemana krowa okazała się być świnią, więc odetchnęłam z ulga, bo świń się nie boję. Vano natomiast płakał się ze śmiechu, ale tylko przez chwilę. Pięć minut później obeszło nas stado krów, z których jedna bez pytania weszła do namiotu obok, w którym Vano trzymał swoje rzeczy, a następnie, jak to krowy mają w zwyczaju, tuż pod wejściem załatwiła swoją potrzebę. I poszła, a ja śmiałam się najgłośniej w swoim życiu.

Jeszcze jedno. Zapewniam was, że na Kaukazie co najmniej połowa tych cholernych krów, to byki. Podobno tamtejsze samce są łagodne jak cielaki. Nie wiem czy to prawda, ale na wszelki wypadek omijam szerokim łukiem, w przeciwieństwie do kierowców samochodów, którzy krów tarasujących drogę nie omijają, lecz cierpliwie czekają, aż ich właściciel je przegoni. Nawet na autostradach.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *