IRAN – W DRODZE

LOT

Do Iranu dostać się można na wiele sposobów. Nasze pomysły opiewały na:

Lot bezpośredni do Teheranu: jest to ogromna oszczędność czasu, niestety dość spory wydatek.

Pociąg Warszawa-Budapeszt, lot Budapeszt-Stambuł, pociąg Stambuł-Teheran: Na tamten czas była to spora oszczędność pieniędzy, ale trzeba się było liczyć z około siedmiodniową podróżą. Ponadto potem okazało się, że pociąg, który kursował między Stambułem a Teheranem, jeździ jednak z Ankary. Do tego wliczyć trzeba koszt wizy do Turcji. Fajna podróż – dużo zachodu.

W okolicy kwietnia jak z nieba spadła nam promocja w liniach lotniczych Pegasus. Opiewała ona na lot łączony Lwów-Stambuł-Teheran w cenie 110€ z bagażem nadanym do 25 kilogramów. Podróż do Lwowa (w naszym przypadku blablacar) to koszt około 60 złotych, więc niewiele się zastanawiając, kupiłyśmy jedne z ostatnich biletów i klamka zapadła (prawie, wtedy jeszcze nie wiedziałyśmy ile kłopotów spotka nas ze strony warszawskiej ambasady).

Na lotnisku we Lwowie okazało się, że mój bagaż waży o kilka kilo za dużo, jednak w związku z tym, że bagaż Karoli ważył o kilka kilo mniej, a bilety kupowałyśmy razem, pracownicy lotniska uznali że skoro ciężar obu naszych plecaków nie przekracza 50 kilogramów, to jest ok, a w ogóle to miłej podróży. Nie wiem jednak, czy to zwyczajna praktyka, czy trafiłyśmy na fajnych ludzi.

PRZESIADKA W STAMBULE – LOTNISKO ATATURK

Na przesiadkę na lotnisku Ataturk miałyśmy kilka godzin. Ciężki to był czas – lotnisko jest ogromne, pełne ludzi, głośne i kompletnie nie takie jak lubię. Niestety, wyszło jak wyszło i to tam zaplanowałyśmy zjedzenie obiadu, mając na uwadze fakt, że lądujemy w Teheranie tuż przed świtem i nie wiemy, czy za dnia uda nam się cokolwiek zjeść ze względu na Ramadan.

Cena za dwa małe zestawy w (nie pamiętam już którym) fast foodzie (jakiś burger, małe frytki, mała cola): 20€. Cena za butelkę wody: 3€. Pozwolę sobie zacytować Mateusza, którego słowa chyba najlepiej oddają zależność stan portfela-satysfakcja konsumenta:

Uważajcie dziewczyny, ceny jak w Saint Tropez‘.

POCZEKALNIA

Na około godzinę przed odlotem zasiadłyśmy w poczekalni przy naszej bramce, żeby poobserwować przyszłych współpasażerów, zwłaszcza kobiety. Większość z nich była bez chust ani hidżabów, tylko nieznaczna część już wtedy zakryła głowy. Reszta (a w tym i my) założyła szale dopiero po wylądowaniu w Teheranie.

LOTNISKO IMAM KHOMEINI – TEHERAN

Po wyjściu z samolotu czekała nas kontrola paszportowa, chyba najmniej wyczekiwany przez nas etap podróży, bo ani to fajne, ani przyjemne, a bywa też, że problematyczne.

W przypadku Iranu jednak – było to zwyczajnie irytujące. Nie zrozumcie mnie źle, sama kontrola poszła gładko i zajęła niecałą minutę. Jednak oczekiwanie na nią…

Irańczycy nie potrafią stać w kolejkach. Nie, inaczej, to my nie potrafimy stać w irańskich kolejkach. Albo nie rozumiemy jak są formowane. Śmieszny to widok, kiedy masy ludzi z dziećmi na rękach bądź z bagażami podręcznymi wielkości sporej skrzyni na pościel tłoczą się w jakimś strasznym chaosie wokół stanowisk kontroli, a ty nie wiesz, czy wypada upomnieć siedmioosobową rodzinę, która stała daleko za tobą, ale w jakiś sposób nagle znalazła się przed tobą (ba, w asyście znajomej dziewięcioosobowej rodziny!), że hola hola, a co ze mną. Przy kontroli paszportowej jak na dłoni widać, kto jest w Iranie nowicjuszem, a widać to po tym, że im bliżej końca rzeczonej, niech już będzie, kolejki, tym wyższy poziom konsternacji na twarzach oczekujących. Konsternacji zmieszanej z irytacją, niedowierzaniem, ale i rezygnacją, bo koniec końców, to wy jesteście u siebie i wy dyktujecie warunki.

Ostatnim etapem wyjścia z lotniska jest prześwietlanie bagażu nadanego w obecności jego posiadacza. Jednak z jakichś niewytłumaczalnych powodów strażnik, który się tym zajmował, widząc dwie blade turystki z wielkimi plecakami, machnął na nas z daleka, otworzył jakąś bramkę z dużym czerwonym znakiem zakazu przejścia i gestem dał znać, że mało go obchodzi co mamy w środku, więc możemy śmiało ominąć tą procedurę i wyjść. Cóż, wygląda na to, że w przypadku Iranu nic nigdy nie będzie tak, jak się spodziewamy.

WYMIANA WALUTY NA LOTNISKU

Jako, że poza Iranem nie ma możliwości nabycia riali, wymiany musimy dokonać na lotnisku. Jest to możliwe przede wszystkim w bankach, ale będziemy wtedy mocno stratni. Wbrew temu, co możecie usłyszeć w informacji turystycznej, na lotnisku Imam Khomeini jest kantor wymiany walut. Znajduje się on na piętrze, po wyjściu do hali przylotów kierujcie się na lewo i na górę.

PODSUMOWANIE

  • do Teheranu latają tanie linie Pegasus, które miewają sporo promocji na ten kierunek
  • o ile nie był to łut szczęścia, jeśli kupujemy bilety razem z drugą osobą, nasz limit bagażu to 50 kilo na dwie osoby, a nie po 25 kilo na jedną
  • lotnisko Ataturk w Stambule jest piekielnie drogie (ale ale, jest palarnia)
  • większość kobiet lecących do Iranu zakrywa głowy dopiero po wylądowaniu w Teheranie
  • Irańskie kolejki mocno odbiegają od europejskich standardów i przyprawiają o szybsze bicie serca, niekoniecznie z radości
  • Nikt nie wie co kieruje strażnikami, którzy jedne bagaże prześwietlają, a innych nie

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *