IRAN – PRZED PODRÓŻĄ – WIZA, LITERATURA, INFORMACJE PRAKTYCZNE

DLACZEGO

Mówi się, że człowiek boi się tylko tego, czego jeszcze nie zna. Podpisuję się pod tym rękami i nogami, zważywszy na to, że jeszcze trzy lata temu Bośnia i Hercegowina były dla mnie białą plamą na mapie, a pierwsze z nią skojarzenie to, wiadomo, Sarajewo i nie tak dawna wojna. Wtedy jeszcze nie zdawałam sobie sprawy, że tereny wojenne i powojenne będą determinować kolejne nasze podróże i staną się wyznacznikiem kolejnych tras. Dlatego mając już jako takie doświadczenie w podróżowaniu autostopem zarówno po Bałkanach (Chorwacja, Czarnogóra, Macedonia i Albania) jak i po Kaukazie (Gruzja, Armenia, Azerbejdżan), pojawił się pomysł Iranu, kraju trudnego, odizolowanego, doświadczonego przez krwawą rewolucję ’79. W przekonaniu, że to będzie następy cel naszej wyprawy utwierdziło mnie, o dziwo, zaćmienie słońca wiosną 2015. Tak wiele mówiono o samym zjawisku, każda gazeta krzyczała, że trzeba, że należy, że wyjątkowe i że piękne. I tak oto stojąc na balkonie i oglądając zaćmienie przez kilka warstw koca termicznego, nie poczułam nic. Już tydzień wcześniej wiedziałam jak będzie wyglądać, ile będzie trwało, widziałam setki zdjęć. A ja potrzebuję nieznanego.

Iran miał być właśnie takim dreszczykiem emocji, o który tak ciężko w dobie cyfryzacji. Zdjęcia – niby są, ludzie tam jeżdżą, widzą, opisują, publikują książki. A jednak na temat Islamskiej Republiki Iranu pojawia się tyle sprzecznych informacji, że tak naprawdę nie wiesz, co cię tam spotka.

Przez kilka tygodni forsowałam pomysł pojechania tam i z każdą opróżnioną butelką piwa Karola ulegała coraz bardziej, aż w końcu wydarzyło się klasyczne ‘namawiałaś, namawiałaś, namówiłaś’. Żeby było jasne, Karoli też Iran chodził po głowie od dłuższego czasu i tak naprawdę nie trzeba było jej aż tak bardzo namawiać. Inna sprawa jest taka, że ja lubię marzyć, a Karoli trzeba dać wyzwanie – wiza. Im trudniej ją dostać, tym bardziej Karola chce. No i zechciała.

KSIĄŻKI

Nasza podróż zaczęła się w okolicy kwietnia, choć jeszcze nie fizycznie. Przed wyjazdem, lubimy wiedzieć, a żeby wiedzieć, należy czytać. I tak oto na liście lektur pojawiły się kolejno:

‘Listy do mojego oprawcy’ – Huszang Asadi (autor opisuje dwa lata spędzone w słusznie owianym złą sławą więzieniu Ewin w czasach rewolucji ’79 i burzliwych zmian w kraju. Książka warta przeczytania, żeby zrozumieć mechanizmy kierujące ludźmi w czasach rewolucji, piękna, okropna, burząca jakiekolwiek poczucie komfortu) https://czarne.com.pl/katalog/ksiazki/listy-do-mojego-oprawcy

‘Ministerstwo Przewodnictwa Uprasza o Niezostawanie w Kraju’ – Hooman Majd (doskonały wgląd w absurdy Iranu z perspektywy amerykańsko-irańskiej rodziny mieszkającej przez rok w Teheranie, absolutne must-read) https://www.karakter.pl/ksiazki/ministerstwo-przewodnictwa-uprasza-o-niezostawanie-w-kraju

‘Księga Przeznaczenia’ – Parinoush Saniee (choć tytuł pachnie harlequinem, jest to piękna powieść o kobietach w Iranie przed i po rewolucji ’79, pokazujące życie kobiety w czasach wielkich zmian) http://lubimyczytac.pl/ksiazka/198767/ksiega-przeznaczenia

‘Wiza do Iranu’ – Artur Orzech (tu niestety przykre zaskoczenie – choć autor z wykształcenia jest Iranistą, książka opisuje kraj bardzo ‘turystycznie’ i powierzchownie, jeden wielki chaos z którego nic nie wynika, dlatego odradzam osobom, które jakąś wiedzę na temat Iranu już mają i chcą tam podróżować) http://lubimyczytac.pl/ksiazka/198672/wiza-do-iranu

‘Szachinszach’ – Ryszard Kapuściński (piękny wgląd w przyczyny rewolucji islamskiej z perspektywy jednego z naszych najlepszych reportażystów) http://kapuscinski.info/szachinszach-czyli-reportaz-z-krainy-krwawego-absurdu-recenzja-ksiazki-szachinszach.html

I blogi, blogi, blogi! Warto też zapoznać się z kinem irańskim. Filmów jest mnóstwo, warto obejrzeć Taxi Teheran Jafara Panahiego (http://www.filmweb.pl/film/Taxi-Teheran-2015-732456) oraz Pieśni bez Ojczyzny Ayata Najafiego (http://www.imdb.com/title/tt3614356/)

20160126_231612

WIZA

Tu wielkie ukłony dla Karoli, Mateusza i Hamide. Ale po kolei.

Żeby dostać wizę do Iranu, nie wystarczy pójść do ambasady z wypełnionym wnioskiem. Zanim będziemy mogły w ogóle się o nią ubiegać, należy dostać zaproszenie z Ministerstwa Spraw Zagranicznych Iranu, do czego potrzebujemy pośrednika. Zaproszenie otrzymujemy w postaci kodu, który zostaje przesłany bezpośrednio z irańskiego MSZ do wybranej ambasady – w naszym przypadku jest to ambasada w Warszawie na Saskiej Kępie.

Nasze zaproszenie załatwiałyśmy za pośrednictwem biura podróży Key2Persia z siedzibą w Shiraz (http://en.key2persia.com/home). Do biura należy napisać wiadomość z wypełnionymi wnioskami, i gdyby nie to, że jest to biuro polecone przez autora bloga http://www.szwendalus.pl (znaczy – ktoś już przeszedł przez wszystkie procedury i dostał wizę), pewnie już na tym etapie pojawiło by się dużo wątpliwości. Ze względu na sankcje gospodarcze wtedy jeszcze nie zniesione, jakiekolwiek przekazy pieniężne do Iranu były niemożliwe, dlatego należność za pośrednictwo trzeba było przelać na tajemnicze niemieckie konto na nazwisko Porshe, w tytule nie wspominając ani o wizie, ani o kraju docelowym. Tak tez zrobiłyśmy i nasze kody faktycznie dotarły do ambasady. Złożenie wniosków w Warszawie miało już być ostatnią prostą, ale…

Ale tu dopiero pojawiły się schody (chociaż czerwona lampka ‘coś-za-łatwo-idzie’ migała uparcie od dawna). Do złożenia wniosków wydelegowałyśmy mnie ze względu na luźniejszy grafik. Strażnik w ambasadzie przyjął wszystkie dokumenty i oświadczył, że za kilka dni wiza będzie wbita do paszportu. Niestety, po kilku dniach do Karoli zadzwoniła asystentka konsula przekazując informację, że konsul nie wyda nam wizy ze względu na to, że chcemy podróżować we dwie, bez męskiego towarzysza. Zasugerowała, żebyśmy za pośrednictwem internetu znalazły jakiegokolwiek mężczyznę, który w tym czasie podróżuje do Iranu, i powiedziały, że podróżujemy z nim. Brzmi ok, z tym, że:

a) wizę dostajemy na określony termin, w naszym przypadku 14 dni, i zsynchronizowanie się z Polakiem jadącym do Iranu w tym samym czasie graniczy z cudem

b) poniekąd powierzamy się w ręce kogoś zupełnie obcego jadąc do kraju o specyficznym ustroju.

Po kilku telefonach stanęło na tym, że ostatecznie ktoś, kto jest Irańczykiem i mieszka w Iranie, może zadzwonić do ambasady i potwierdzić słownie, że się nami na miejscu zaopiekuje. I tu chapeau bas dla Mateusza, który skontaktował nas z Hamide, Iranką mieszkającą w Teheranie, którą poznał będąc tam wczesnym latem. Hamide okazała się aniołem nie dziewczyną, zadzwoniła do konsula, odbyła z nim dość nieprzyjemną rozmowę, w której usłyszała, że będzie za nas całkowicie odpowiedzialna przez cały nasz pobyt (na co przystała, wiedząc, że będziemy w Teheranie przez zaledwie trzy dni) i że jej nazwisko zostanie podane wszelkim instytucjom międzynarodowym w Iranie, więc w razie, gdy postąpimy niezgodnie z prawem, ona wyląduje na dywaniku u władz (na co Hamide powiedziała ‘spoko’). Potem, gdy byłyśmy już na miejscu pytałyśmy, czy nie bała się za nas odpowiadać po wspomnianej rozmowie z konsulem, powiedziała tylko, że to nic takiego, bo Irańczycy są przyzwyczajeni do takiego tonu.

Wydawałoby się, że to koniec przedłużającej się gehenny wizowej, ale nie tym razem. Po spełnieniu wszystkich wymagań, Karola otrzymała kolejny telefon od (swoją drogą przemiłej) asystentki konsula, która przepraszającym tonem oznajmiła, że konsul życzy sobie spotkać się z nami osobiście ponieważ wciąż ma pewne wątpliwości dotyczące wydania nam wizy. Spotkanie wyznaczył na dzień następny na godzinę ósmą rano, zakładając chyba, że zarówno ja i Karola jesteśmy bezrobotne i czasu u nas pod dostatkiem (co prawdą nie jest).

Stawiłyśmy się we wtorek rano w ambasadzie, na wszelki wypadek odziane zgodnie z zasadami panującymi w Iranie, łącznie z chustą na głowie (ostatecznie przebywałyśmy na terytorium Republiki). Konsul poświęcił nam niecałe dziesięć minut pytając:

-czy się znamy (co oznacza, że nie przeczytał nawet naszych wniosków wizowych)

-gdzie podróżowałyśmy (co potwierdza, że nie przeczytał nawet naszych wniosków wizowych)

-czy zdajemy sobie sprawę, że Iran nie leży w Europie (co wciąż oznacza, że nie przeczytał nawet naszych wniosków wizowych)

-czy zdajemy sobie sprawę, że w Iranie obowiązuje segregacja płciowa (co oznacza, że zapomniał, że aby w ogóle starać się o wizę w ambasadzie należy przejść całkiem długa ścieżkę, na której podda się każdy, kto szuka wakacji all-inclusive)

– czy zdajemy sobie sprawę, że w Iranie obowiązują inne zasady ubioru (co oznacza, że zwyczajnie nie zauważył, że siedzimy przed nim zakryte od góry do dołu, w chustach na głowie)

Potem zasugerował nam, żebyśmy nie ruszały się poza Teheran, a jeśli, to tylko na zorganizowane wycieczki, po czym odszedł, a 10 minut później wyszłyśmy z ambasady z wizami wbitymi do paszportów.

W czasie, kiedy działo się to wszystko, moja znajoma Nil (Turczynka pochodząca z Norwegii) starała się o wizę w ambasadzie w Oslo. Nie miała żadnych problemów.

Niedługo po naszym powrocie, oglądając film ‘Pieśni bez Ojczyzny’ na przeglądzie filmowym Patrzę Na Islam w kinie Muranów, pomyślałam, że ktoś, kto nigdy nie zderzył się z formalnościami jadąc do Iranu, nie zrozumie, ile stresu i złości kosztuje obcowanie z urzędnikami, nie będzie tez znał prawdziwego, wiercącego na wylot poczucia bezradności wobec systemu politycznego. I można by pomyśleć, że po co, że na co, że są inne miejsca. Ale dla mnie przechodzenie przez to wszystko było jak oglądanie zaćmienia słońca na wiele lat przed rewolucją technologiczną.

WIZA – PODSUMOWANIE

  1. Chcemy jechać do Iranu
  2. Załatwiamy kod od irańskiego MSZ za pośrednictwem biura podróży, polecamy http://en.key2persia.com/home
  3. Czekamy na informację z ambasady, że nasz kod do niej dotarł
  4. Idziemy do ambasady z wypełnionym wnioskiem wizowym, ubezpieczeniem i zdjęciem (info dla kobiet: na zdjęciu nie trzeba mieć chusty), potwierdzeniem wpłaty za wizę oraz paszportem (http://pl.warsaw.mfa.ir/index.aspx?fkeyid=&siteid=97&pageid=27329)
  5. Modlimy się o to, żeby żaden z urzędników nie miał złego dnia
  6. Po informacji z ambasady odbieramy paszport z wbita wizą

Koszta:

pośrednictwo w biurze podróży – 30 euro

cena wizy w ambasadzie – 60 euro

Czas:

Otrzymanie kodu z irańskiego MSZ-u – około 2 tygodni (zazwyczaj 10 dni)

Oczekiwanie na wbicie wizy w ambasadzie od momentu złożenia wniosku –  teoretycznie ok 3-4 dni, w naszym przypadku grubo ponad tydzień

I kilka siwych włosów. Z nerwów.

AKTUALIZACJA: Obecnie można aplikować o e-wizę do Iranu za pośrednictwem TEJ STRONY

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *